|
PRZESŁANIE Z PODZIEMI. KATAKUMBY RZYMSKIE
Extrakt z książki: Rainer Korte, PRZESŁANIE Z PODZIEMI. KATAKUMBY RZYMSKIE. Instytut Wydawniszy PAX, Warscawa 2002, p. 39 - 45.
W głębokości...
Kto stanie przed wielkim supermarketem albo przed wejściem do parku, może już z zewnątrz zobaczyć, co się znajduje w środku. Ale czego się może spodziewać zwiedzający, który po raz pierwszy stanie przed wejściem do katakumb? Weźmy na przykład katakumby Kaliksta.
Oto niemal idylliczny obrazek: ogród z tryskającą fontanną wśród zielem palm, eukaliptusów, pinii i cyprysów. Wokół niewielkiego dziedzińca - jakieś domki, raczej stare i niezbyt okazale, przyozdobione zależnie od pory roku jaskrawymi odcieniami różnokolorowej bugenwilli. Tylko napisy wskazują, że tu jest punkt spotkań różnojęzycznych grup zwiedzających. Katakumby Kaliksta są małym rajem, prawdziwą oazą pokoju.
W głębi, pod ziemią, znajduje się tu inne miejsce pokoju, pierwszy urzędowy cmentarz chrześcijan starożytnego Rzymu. Powstał on dzięki darowiznom dokonanym w II wieku przez zasobnych wierzących, którzy pewne niewielkie tereny - swoje prywatne miejsca pochówku - przekazali na użytek gminy.
Zachowywanie wspólnoty majątku i życia stanowiło dla społeczności chrześcijańskiej potrzebę serca, także w odniesieniu do zmarłych. W Chrystusie wszyscy bowiem do tej wspólnoty należymy - żywi, zmarli, święci, którzy już żyją z Chrystusem, złożywszy Mu świadectwo własną krwią.
Tu, pod ziemią, na grobach swych bliskich, chrześcijanie modlili się za zmarłych. Inaczej niż u pogan, według których śmierć oznaczała koniec wszystkiego, dla chrześcijan zmarli pozostawali częścią wspólnoty. Wyprzedzili ich tylko w przejściu przez ciemną bramę śmiertelnego snu, która pewnego dnia, wcześniej czy później, otworzy się dla wszystkich. Śmierć nie zrywa więzów miłości, ona je tylko odmienia!
Na grobach męczenników chrześcijanie chętnie wyrażali swój podziw dla ich odwagi, prosili ich o wstawiennictwo za swych drogich zmarłych i o szczęśliwy koniec własnego życia. Ci świadkowie wiary - dzieci [prawo rzymskie nie uwzględniało świadectwa osób niepełnoletnich, czyli poniżej 14. roku życia - przyp. tłum.], młodzież, dorośli i starcy - woleli poświęcić życie niż zaprzeć się wiary w Jezusa Chrystusa. W więzieniu czy podczas okrutnych tortur rzucani na arenę na łup dzikich zwierząt dla rozrywki gardzących nimi tłumów, skazywani na nieludzkie i ciężkie roboty albo na wygnanie, byli i pozostali przy Chrystusie - przykładni "świadkowie" wiarygodności religii chrześcijańskiej (takie jest znaczenie greckiego słowa martys - świadek). Teraz znajdowali się blisko Boga; dlatego także inni wierni pragnęli spocząć w ich pobliżu w oczekiwaniu na zmartwychwstanie.
Jakże silna musiała być wiara, poświęcenie, a przede wszystkim miłość wzajemna chrześcijan, żeby udało się zrealizować to gorące pragnienie trwania we wspólnocie dóbr i życia gminy. Tu, w katakumbach Kaliksta, miejsce "wspólnego spoczynku" niemal 500 tysięcy osób obejmuje korytarze ciągnące się blisko dwadzieścia kilometrów pod powierzchnią wynoszącą zaledwie 15 hektarów! Aby uświadomić sobie, a nade wszystko przeżyć duchowo tę niezwykłą manifestację życia i wiary odległych czasów, nie można pozostać na powierzchni. Katakumby ujawniają swą "oryginalność", tajenia nicę swego istnienia tylko temu, kto jest gotów zejść w głąb - dosłownie i w przenośni - i tu otworzyć oczy i uszy swego serca. Tak bywa często i w życiu, nie tylko w katakumbach...
Labirynt korytarzy
Oblicza się, że korytarze w katakumbach starożytnego Rzymu - jeśli wziąć pod uwagę różne poziomy - osiągają łącznie długość co najmniej 200 kilometrów. Często sięgają w głąb 8 metrów. Fossorzy, wykuwając je, zawsze od góry w głąb, nieustannie badali konsystencję pucolany, żeby wiedzieć, w jakim kierunku drążyć. Musieli przy tym bezwzględnie pilnować granic obszaru własności na powierzchni ziemi. I wreszcie pozostawało najważniejsze: wykucie setek tysięcy grobów, nie tylko w ścianach galerii, lecz także w kryptach i w rodzinnych komnatach grobowych, tzw. cubiculach.
Grób obok grobu. Wiele pojedynczych, zdarzają się jednak obszerniejsze, w których pochowano kilka osób, należących do jednej rodziny lub zmarłych w tych samych okolicznościach. Liczne małe groby stanowią przejmujące świadectwo przerażającej śmiertelności dzieci.
Większość grobów, tak zwanych loculi, czyli wnęk wydrążonych w ścianie tufu, nie była niczym ozdobiona, zamurowana tylko cegłą, płytą z terakoty albo kawałkiem marmuru. Początkowo mogły być one opatrzone imieniem zmarłego, później - symbolami wiary i innymi danymi o zmarłym, najczęściej jednak były anonimowe. Ciało zmarłego, spowite w całun, układano na plecach. Chrześcijanie nazywali te miejsca pochówku coemeterium, co oznacza w języku greckim sy pialnię, poganie stosowali termin necropolis - "miasto zmarłych".
Na ścianach i na sklepieniu można jeszcze zobaczyć ślady kilofów, którymi górnicy wykuwali tuf. Wyrąbany gruz wynoszono na powierzchnię w koszach i skórzanych workach lub wyciągano wprost przez kominy służące do wentylacji i oświetlenia, tzw. lucernari. Musiano w ten sposób wynieść setki tysięcy ton wyrąbanego tufu!
Groby, korytarze i schody mówią o wspólnocie tych, którzy tu spoczywają, a także tych, którzy tu pracowali. Imponujący rezultat ich pracy ukazuje prawdziwa więź społeczną chrześcijan, nierozdzielną łączność braci i sióstr w Chrystusie i z Chrystusem, wzajemną współodpowiedzialność zarówno w życiu, jak i w drodze ku śmierci. Katakumby stanowią wspaniały pomnik wiary jako siły jednoczącej, niezwykły pomnik, który w swym milczeniu pobudza zwiedzającego do głębokiej refleksji nad najważniejszymi zagadnieniami ludzkiej egzystencji.
|